Dwór wiejski. T. 3 : dzieło poświęcone gospodyniom polskim, przydatne i osobom w mieście mieszkającym (Nakwaska Karolina) str. 42

Sponsorzy:





Także żyć nad możność, wydawać nad miarę, sadzić się w Jednem, kulić w drugiem, a najczęściej w rzeczach najbardziej ku wygodzie służących, jest przeciwna i równie zgubna moda. Jeżeli cię więc Bóg postawił w stanie tej szczupłej mierności; choćbyś stu sławnych przodków, tytularni najświetniejszemi oznaczonych miała, trzeba ci zapomnieć o ich zaszczytach, czyli raczej tylko pamiętać o tem, aby świetne pochodzenie żadnym brudnym czynem nie zeszpecić. Co zaś do gospodarności, przykładać się do niej we wszystkich szczegółach. Trzeba ci gosposiu wiedzieć o krowach i o świniach i o kurach, mieć staranie o płótnie, o ogrodzie, o kuchni: sama wydawać nie już tygodniowo, ale codziennie ze spiżarni. Pracować wraz z córkami około odzieży, nauczycielką być dzieciom, nie trzymać obcych guwernantek, nie dawać błyskotliwego wychowania, wymierzonego na próżność i które płochość rozwija w córach, ale je kształcić na poczciwe żony, przezorne matki, dobre gospodynie, przykładne chrześcianki. Nie powinnaś żadnej opuścić sposobności czynienia dobrze tak przykładem, jak czynem.
Choć nie bogatą jesteś, nie zwalnia cię dla tego opatrzność z powinności przysłużenia się bliźniemu. Nie jesteś wstanie trzymać lekarza dla włościan? ale sama choremi się trudnić możesz. Nie masz apteki? ale jesteś w możności sadzenia, zbierania, suszenia ziół. Nie masz szkoły? ale ci nie jest wzbronionem nauczać cnoty i pierwszych umiejętności dzieci ubogich. Nie masz dostatków do rozdawania między nędznych? ale masz chleb, przytułek; chociaż szklankę wody, za którą Bóg powiada, że wynagrodzi. Nie łożysz kroci na zbudowanie kościołów? — ale masz tyle, ile owa wdowa, która z dobrego serca wrzuciła denar do kościelnej puszki; masz ręce do roboty dla ołtarza i kwiaty do jego ozdoby.
Dalej gosposie, tylko chożo dla miłości Boga, a wszystko pójdzie lekko i pomyślnie, bo Bóg wynagradza tym, co go kochają i może w tej skromnej zagrodzie więcej będzie prawdziwej szczęśliwości, niż u bogaczy, i która oni dla siebie próżno zapragnąćby mogli.
Nakoniec dzierżawcy dobra i ich rodziny, nie tylko powinni podwajać zabiegi w gospodarowaniu, lecz pomnąc jeszcze na obowiązek uiszczenia się dziedzicom, ciągle mieć się na baczności; aby pieniądze, które przez ich ręce przechodzą, nie liczyć za swoje. Ci więc, nie podług przychodu z dóbr źyć winni, lecz podług zysku, jakiego ze swej pracy, przemysłu i wyłożonego nakładu, spodziewać się mogą; nadzieja ta często nawet najstaranniejsze zabiegi zdradza; skala więc ich wydatków bardzo ściśle wyrachowaną być musi! Trudne to wprawdzie położenie, jednak nie jest ono bez przyjemności i korzyści. Dzierżawca trzymający dobra na kilkanaście tysięcy rocznie, ma prawo używania godziwie budynków, ogrodu, polowania i zakładów gospodarskich we włości mu powierzonej; mając równie szersze pole do przemysłowych ulepszeń, jak na własnej wioseczce parę tysięcy przynoszącej, może też znaczniej zarobić; lecz starania u niego, dozór, czynność, sa nieodzownemi przy wstrzemięźliwości, umiarkowaniu i wyzuciu się z próżnej miłości własnej. Ostatnia jest zgubą tylu ludzi, a mianowicie podobnego położenia! Jeżeli zechcą równać się z dziedzicami, żyć jak oni, jak oni jeździć koczami, mieć ludzi w liberyi, kucharzy; stroić żony i córki; czas trawić na zabawach, odwiedzinach itp.; pewnie zniszczenie i bieda będą ich udziałami; tem boleśniejsze, że mało kto żałuje tego, co swej niedoli jest sprawcą. Albo też stokroć gorzej, będą się udawać do wykrętów, zawodów, pieniactwa; za któremi idą processa hańbiące i zguba dobrego imienia.
Powinien zatem dzierżawca wybić sobie z głowy wszelką pańskość i tylko jako uczciwy człowiek dumę uczciwości piastując w sercu, na to gorliwie pracować, by pełnił powinności sumiennie, w obrębie, jaki mu Opatrzność przeznaczyła. Wtedy mu i Bóg pobłogosławi i dobrzy ludzie świadkowie jego poczciwych zabiegów dopomagać będą, i może się dorobić majątku; nie szalbierstwem i krzywdą bliźnich, lecz własnem staraniem.
Podróże. Dziwno ci się może zdawać będzie, iż tu mówię o podróżach! Lecz nie podobna całe życie w domu siedzieć, wypada nieraz i pani dworu, nie tylko po kraju, ale i za granicę się przejechać. Różnego rodzaju są podróże, mogą się one odprawiać dla zdrowia, interessów, przyjemności, nauki; a nawet dla oszczędności; są także i podróże z musu. Nie jest moim zamiarem rozszerzać się tu w tym względzie, (tem bardziej, iż mam zamysł, do użytku waszego Rodaczki, coś obszerniejszego wkrótce ogłosić, szczególniej o podróżach dla zdrowia odprawianych, udzielając Wam razem opis wszelkich wód mineralnych w Europie się znajdujących) niektóre jednak Ci rady tu udzielić, za mój uważam obowiązek. Uprzedzam cię naprzód, iż nie jestem tego zdania, że za granicę wyjeżdżać jest koniecznie marnotrawstwo majątku, że podróże po obcych krajach, złe tylko za sobą skutki ściągają. Ten, kto źle odbywa podróże za granicą, robi równie źle, jak ten, co je źle odprawia po kraju, albo i ten, co w domu siedząc, źle się sprawia. Przeciwnie ten, co z korzyścią podrożuje za granicą, bardzo wiele dobrego czyni i dla siebie i dla ogółu; a w pewnych okolicznościach daleko więcej, jak ten, co w domu siedzi, bo przy najlepszych chęciach z trudnością odgadywać musi i wynajdywać to, co u innych jest już znanem! Można wprawdzie z książek dużo się na-